Pokój dziecka Tikkurila Wnętrza

Metamorfoza antresoli – pudełko, norka, łono matki czyli ogólnie miło

8 listopada 2019

Są takie miejsca w naszym mieszkaniu, które już na wstępie zostały potraktowane po macoszemu. Przyczyna tego stanu rzeczy jest prosta i każdy, kto kiedykolwiek użerał się z przydługim remontem, a właściwie placem budowy, zrozumie mnie w mig.

– wpis gościnny Ewy, autorki profilu @TakDuzoITakLadnie

Remontowe horror story

Po pół roku koczowania w prowizorycznym w lokalu zastępczym, spędzaniu każdej wolnej od pracy chwili na przebieżkach alejkami marketów budowlanych, doktoryzowania się nad wylewkami betonowymi, styropianem i gładziami (z dwuletnim ziutkiem na biodrze) oraz zaliczeniu najazdu inspektora budowlanego, fantazjowałam głównie o wystrzeleniu się w przestrzeń kosmiczną. W każdym razie na pewno nie o wiaderkach z farbą. Szczerze? Myśl o tym, że miałabym dobrowolnie spędzić weekend na jakichkolwiek aktywnościach około budowlanych sprawiała, że gałki oczne wywracały mi się białkami do góry i zaczynałam mówić językami nigdy nie poznanymi. Toteż, dla dobra nas wszystkich, unikałam.

Antresola synów, czyli dlaczego się przełamałam?

Jednym z takich zapomnianych przez Boga i ludzi miejsc była sypialnia moich dzieci, którą mają na antresoli. Niby coś im tam nasmarowałam, gdy stres pourazowny nieco puścił, coś, co w zamyśle miało przypominać modny wówczas motyw górskich szczytów, lecz w trakcie prac porzuciłam wałek i nigdy do niego nie powróciłam. Usprawiedliwiałam się, że chłopakom i tak wszystko jedno (co zasadniczo nie odbiega od prawdy). Jednakże niedokończone pasmo górskie kłuło mnie w oczy i z każdym kolejnym wejściem na antresolę wysyłało komunikat: skończ mnie albo przemaluj, łajzo, bo zęby bolą. No to w końcu przełamałam się.

Antresola chłopców przed metamorfozą.

Bajkowe wzory, rycerze w basztach – do widzenia!

Zamysł był taki, że wszelkim printom, parkom jurajskim i zarysom rycerskich baszt już podziękujemy. Dobytek dzieci generuje tak wiele kolorów, wzorów i innych wizualnych atrakcji, że doprawdy nie ma sensu konkurować z tym wszystkim pstrokatą bazą. Jednakże pomalowanie ścian w sposób konwencjonalny nie do końca motywowało mnie do działania. I wtedy, trzepiąc zasoby Pinteresta, natrafiłam na efekt pudełka. Ściany i sufit pomalowane tym samym kolorem, odcięte od reszty pokoju, dając wrażenie przyjemnej norki. Taki jakby powrót do łona matki albo coś w tym stylu. Oto metamorfoza naszej antresoli. Miło w każdym razie.

Metamorfoza antresoli

Do metamorfozy wybrałam farbę Tikkurila Optiva Matt 5, odcień L433. Intensywny, lekko złamany niebieski w efekcie wyszedł jak granat i bardzo nam to wszystkim pasuje. Na antresoli chłopcy głównie śpią, więc zaciemnienie optyczne tej przestrzeni bynajmniej jej nie zaszkodziło, a wręcz przeciwnie – dodało przytulności. Przy okazji metamorfozy oprawienia doczekały plakaty szermiercze starszego syna. (Marceli jest sportowcem, bardzo oddanym pasji, więc musiałabym upaść na głowę ze sporej wysokości, by zaproponować mu, że w miejsce walczących szermierzy chętnie powieszę plakat z uroczą grafiką, przedstawiającą, nie wiem, faunę leśną. Albo gatunki motyli. Odpada tak jakby.) By wprowadzić trochę ładu, oprawiłam je w ramy. Została także ściana z tablicówką.

Udało mi się wreszcie wyeksponować ulubione książki chłopców, szczególnie młodszego – Gustawa, na dwóch złączonych wąskich półkach (upolowanymi na OLX za grosze). Wisienką na torcie nowej aranżacji ścian jest neon, który wykonałam niemalże samodzielnie (zmanipulowanie panów tnących deski na dziale DREWNO w popularnym markecie budowlanym, przy użyciu niezbyt zaawansowanych socjotechnik, by wycięli mi niestandardowy kształt, uważam za pełnowartościowy element pracy nad neonem). Jest może nieco krzywy, ale mówię sobie, że w tym jego urok. Poza tym daje fajne, ciepłe światło w granatowym pudełku-norce. Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego i czuję, że w kwestii machania wałkiem dopiero się rozkręcam. (Trauma po budowie wyraźnie minęła, hell yeah).

Krok po kroku

Co zrobić, by wszystko poszło zgodnie z planem, a cała misja upłynęła w dobrej atmosferze? 1. Ustaw na spotify, tidalu, czy co tam masz, playlistę, która nakręca do działania i podnosi morale.
2. Odkapsluj piwno lub odkorkuj wino. (Nie baw się w kieliszki, są wywrotne, szczególnie w warunkach placu budowy)
3. Przygotuj paczkę mokrych chusteczek, żeby niezwłocznie usuwać każdy fałszywy krok.
4. Zabezpiecz powierzchnie i przedmioty, na które możesz chlapnąć farbą.
5. Przygotuj ścianę: usuń pajęczyny, sprasowane zwłoki komarów, zaszpachluj ewentualne ubytki, jak gładź wyschnie – przeszlifuj, a następnie odpyl.
6. Fajną jazdą jest wyznaczanie linii odcięcia strefy „pudełka” od reszty sufitu – szczególnie przy krzywiźnie ścian kamienicy z 1860 roku. Ja wspomagałam się bardzo długą listwą przypodłogową, którą znalazłam w piwnicy. Pewnie nie są idealne, ale who cares.
7. Zagruntuj powierzchnię farbą podkładową (ja użyłam Tikkurila Optiva Primer), poczekaj aż wyschnie tyle, ile rekomenduje producent na opakowaniu.
8. Nałóż dwie warstwy farby, oczywiście w zgodnych z instrukcją odstępach czasu.
9. ZAWSZE usuwaj taśmę gdy farba jest jeszcze mokra/wilgotna. 10. Upajaj się efektem i własnym geniuszem.

Szukasz pomysłów na urządzenie pokoju dziecka? Sprawdź nasze artykuły:

Brak Komentarzy

    Zostaw Odpowiedź

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.