tikkurila_kolorowe-drzwi09
Wnętrza

Jak się bawić, to się bawić – nasze kolorowe drzwi

11 września 2019

– wpis gościnny autorki bloga Piąty Pokój –

Czego nauczyło mnie samodzielne malowanie siedmiorga drzwi w trzy dni? Jednej prostej prawdy o sobie: nigdy, przenigdy nie mogę dopuścić do tego, by ktoś zatrudnił mnie przy taśmie. Powtarzalne zadania – to nie dla mnie.

Ale po kolei. Wymieniając drzwi po poprzednich właścicielach mieszkania, zdecydowaliśmy się na surową sosnę. Będzie super, mówiliśmy uśmiechając się do siebie, a kolorowe motyle wzbijały się z naszych marzeń ku niebu. Pomalujemy je sobie. Tak, pomalujemy. Na różne kolory może. Tak, na różne. I szybciutko trzeba to zrobić. Tak, jak najszybciej, teraz-zaraz. Będzie super. Uśmiech. Motyle. Niebo.

Kolorowe drzwi, czyli jakie odcienie wybrałam

Jedyne półtora roku później mamy to. Kolorowe drzwi! Każde w innym, pięknym kolorze. Mieszkam z trzema facetami (w tym jednym daltonistą), więc nie mam pewności, czy docenią moje wybory. Ale ja uważam, że wyszedł mi całkiem niezły koktajl:

tikkurila_kolorowe-drzwi21

O łączeniu kolorów

Czasem pytacie mnie, czym się kieruję, łącząc kolory. Czy znam jakieś tajne sztuczki, czy zdaję się na intuicję? Prawda leży gdzieś pośrodku. Przede wszystkim, staram się kolory poczuć. Często po prostu wiem, co z czym zagra, a co się zupełnie pokłóci. Ale mam też kilka zasad dla Ostrożnych, które sprawiają, że zabawa kolorami jest bezpieczna i nie grozi wypadkiem. Najprościej jest trzymać się barw o tym samym stopniu nasycenia. Dlaczego pastele lubią się między sobą? Bo są w podobnym stopniu rozbielone. Dlaczego meksykańskie domy – mimo natłoku kolorów – wyglądają dobrze? Bo znajdziecie tam same nasycone barwy. Lubicie tzw. złamane tony? Dodajcie im towarzystwo innych rozrzedzonych szarością odcieni. Proste? Sądzę, że tak.

Nie mogę powiedzieć, żebym w tym przypadku trzymała się tych wytycznych w stu procentach – połączyłam różne metody, poeksperymentowałam. Wyszło, moim zdaniem, nieźle.

Jak przygotować drzwi do malowania

Zanim jednak zaczęła się zabawa z kolorami, trzeba było każdy cal drewna przygotować na przyjęcie farby. Przede wszystkim, odkręciłam klamki i wyjęłam uszczelki. Samych skrzydeł nie zdejmowałam, wszystkie czynności wykonywałam, gdy drzwi były normalnie zamontowane na ościeżnicach, więc jeśli się kiedykolwiek zastanawialiście, czy się da – jak najbardziej. Drewno wymagało uzupełnienia ubytków szpachlą i delikatnego przeszlifowania. Delikatnego, powtarzam. Ręce bolały mnie po nim przez góra trzy dni. Potem grunt. Tak jak w przypadku drzwi w bawialni – Tikkurila Multistop, który zaspokaja chłonność surowego drewna, zwiększa przyczepność przed nałożeniem farby, ale także uszczelnia i chroni przed przebarwieniami na powierzchni sęków. Na koniec sama przyjemność (tyle, że obficie pomnożona), czyli farba Tikkurila Everal Aqua Matt 10 w różnych kolorach. Ciemne kolory i żółć wymagały nałożenia trzech warstw, jasnym wystarczyły dwie.

Ja wiem, że zasady są po to, żeby je łamać, a instrukcje na puszkach z farbą – by je ignorować. Ale szczególnie w przypadku malowania powierzchni bardzo eksploatowanych, często używanych, narażonych na zadrapania (obrączki), wgniecenia (latające klocki) i zabrudzenia (nawet nie wiem, od których zacząć), gorąco zachęcam do sumiennego przestrzegania zalecanych czasów schnięcia. Farba powinna naprawdę dobrze wyschnąć i stwardnieć, zanim nałożymy na nią kolejną warstwę. Dzięki temu będzie nam długo i dzielnie służyć.

Kolorowe drzwi po malowaniu

Szczególnie służby naszej tablicówki nie mogłam się doczekać. Zgodnie z zaleceniami, odczekaliśmy tydzień, zanim dotknęliśmy ją kredą, ale teraz bezcześcimy ją już bez litości. Obawy, że żółć będzie zbyt jasna, by po niej pisać, okazały się płonne – dobrze widać na niej niebieską i różową kredę, ale – ku mojemu zaskoczeniu – i tak nic nie pobije tej klasycznej białej, szkolnej. Jest szansa, że następnym razem idąc do zegarmistrza, nie zapomnę zabrać zepsutego zegarka, a pędząc do pediatry – dziecka.

tikkurila_kolorowe-drzwi14

Łącznie nałożyliśmy na wszystkie drzwi dwadzieścia kilka warstw powłok (z czego ja dwadzieścia, a Stary kilka). I bardzo chciałabym powiedzieć, że nie zmarnowałam tego czasu, że powtarzałam angielskie idiomy albo słuchałam popularnonaukowych podcastów, ale to nie byłaby prawda. Bo prawda jest taka, że od świtu do nocy machając pędzlem trzymanym w dłoni, która już dawno straciła czucie, „obejrzałam” (wysłuchałam po prawdzie) kilkadziesiąt odcinków opery mydlanej. Nie wiem, co mi teraz bardziej krwawi – pęcherze na kciuku czy mózg. Gdyby okazało się, że wyszło niefajnie i nie tak, jak oczekiwałam, to przysięgam, że wolałabym tu wrzucić granat niż jeszcze raz wykonać tę pracę.

Żartuję. Pewnie za dwa lata znów zobaczycie mnie w przedpokoju z pędzlem. W końcu, wiecie, życie życie jest nowelą, której nigdy nie masz dosyć.

Zupełnie jak malowania.

tikkurila_kolorowe-drzwi06

___
Wpis jest częścią cyklu Potęga Inspiracji – więcej inspiracyjnych wpisów z tej serii przeczytasz >>> TUTAJ

Brak Komentarzy

    Zostaw Odpowiedź

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.